Częstochowski Okręgowy Związek Żeglarski


Idź do treści

Relacje z regat

Sport


17.12.2010


Nasz człowiek w „North Sails”

Autor Jarosław Cieślak


Dwie zimy temu korzystając z uprzejmości kolegów z HMKŻ 39’re Blachownia postanowiliśmy polatać na bojerach w Blachowni. Odpowiednie ogłoszenie na stronie klubowej i… Wiatru nie było, była okazja do grilla. Na spotkanie wpadł dawno nie widziany przeze mnie Krzyś. Razem kiedyś podróżowaliśmy żółto- niebieskimi jednostkami PKP do Poraja opracowując system „Jak ominąć konduktora, a pieniądze otrzymane na bilet przeznaczyć na lody”. Krzysiek z Dankiem pływali na 420 „zielonej” , na „pomarańczowej” wozili się Krzysiek i Grzesiek, a „czerwona” przypadła dla mnie i Krzyśka Budka. Krzysiek opowiadał wtedy o planach na Nowy Rok i odważnym postanowieniu emigracji. Emigracji ekonomicznej. Zakład kaletniczy, który prowadził przy zalewie „chińszczyzny” nie dawał satysfakcjonujących zysków i Krzyś zdecydował się na emigrację. Utrzymujemy kontakt przez internet, a teraz udało się naciągnąć go na mały wywiad.
„North Sails” to marka dobrze znana wszystkim żeglarzom. To ogromny koncern od 50-ciu lat budujący żagle i mający swoje lofty na całym świecie. Głównym przedstawicielem na Europę jest „North Sails Danmark” i dla tej właśnie firmy pracuje teraz człowiek z naszego regionu, były członek Klubu Wodnego „Enif” kolega Krzysztof Otocki.
Poprosiłem go, aby opowiedział nam, jak to się stało, że trafił do żeglarstwa i do firmy „North Sails”.


Jarosław Cieślak;
-Jak trafiłeś do żeglarstwa?
Krzysztof Otocki
-Moja przygoda z żeglarstwem zaczęła się latem 1983 r. kiedy to rodzice wysłali mnie na obóz żeglarski organizowany przez ówczesna hutę Bolesława Bieruta we współpracy z Klubem „Enif”, gdzie, jak dobrze pamiętasz, miałem przyjemność poznać Ciebie. Po odbytym kursie pod okiem pana Mirosława Kasprzyckiego i po zdaniu egzaminu otrzymałem patent, a następnie zapisałem się do klubu „Enif”. W tym czasie Żeglarstwo pochłonęło mnie całkowicie. Jak pamiętasz, spędzaliśmy wszystkie weekendy i wolne chwile w Poraju, ciesząc się żeglarstwem.

JC:
- Opowiedz, gdzie żeglowałeś?
KO:
Głównym ośrodkiem sportów wodnych w okolicy Częstochowy był i jest Poraj. W tamtych czasach, jak pamiętasz, nie było za wesoło z transportem. Same wyprawy do Poraja kilka razy w tygodniu były ogromnym wyzwaniem dla kilkunastoletnich dzieci. Wstawaliśmy wcześnie rano, piechotką do stacji kolejowej Raków, pociągiem do stacji Poraj i znowu pieszo do klubu. Ale co tam... Czego to by się nie zrobiło, aby trochę popływać?

JC:
-Na jakich jachtach żeglowałeś?
KO:
-Jak wszyscy żeglarze rozpoczynałem od Optymistów. Następnie przesiadłem się na 420,
na której razem z moim przyjacielem Danielem Baumertem trochę powalczyliśmy z lokalnymi rywalami. Później również pływaliśmy na żółtych omegach (CT 5 i CT 6 - czy ktoś je jeszcze pamięta?) W tamtych czasach na najbardziej "wypasionej" omedze, jak pamiętasz, pływał Jurek Kubski.

JC:
-Co się stało, że przerwałeś aktywne żeglowanie?
KO
-Tak naprawdę nigdy nie przestałem. Po prostu po dwóch sezonach, czego dzisiaj bardzo żałuje, przestałem czynnie uprawiać żeglarstwo, aczkolwiek cały czas moje życie kręciło się gdzieś tam wokół żeglarstwa. Starałem się od czasu do czasu wpadać do Poraja, wynająć jakąś omegę i trochę popływać. Później był windsurfing i tak czas jakoś leciał, ale zawsze z wodą pod stopami!

JC:
-Jak trafiłeś do firmy „North Sails”?
KO:
-Na jednym z portali znalazłem ofertę pracy dla tej firmy, a że moje doświadczenie zawodowe i życiowe było odpowiednie dla tego typu pracy, wysłałem moje CV. Po około 2 tygodniach dostałem zaproszenie do Danii na interview, które zakończyło się pozytywnie dla mnie.
I tak już od 3 lat pracuje dla „North Sails” i jestem jedynym Polakiem, który pracuje dla „North Sails Danmark”.

JC:
- Co tam na co dzień robisz? Na czym polega Twoja praca?
KO:
- Pracuję jako żaglomistrz. „North Sails Danmark” jest żaglownią, która projektuje i buduje żagle pod konkretne zamówienie i wymogi klienta. W zależności gdzie i jak taki żagiel będzie użytkowany, projektant tworzy odpowiedni projekt żagla. Po zaprojektowaniu przez
designera naszym zadaniem jest zbudowanie takiego żagla według tego projektu. Tutaj zapraszam na nasza stronę internetową, gdzie można zobaczyć świetną wizualizacje procesu projektowania, jak również migawki z procesu produkcji.

http://www.northsails.com/

-Jak wiesz, „North Sails” to koncern budujący żagle dla jachtów które biorą udział w największych regatach świat m.in. American Cup, Volvo Cup czy Audi Cup. Budujemy wszystkie rodzaje i typy żagli. Zaczynając od „Optymista”, a kończąc na największych żaglach na świecie. Musze tutaj wspomnieć o spinakerze o powierzchni 1800 m2, który budowaliśmy w tym roku, a w fazie projektowania jest spinaker o powierzchni 2300 m2.
Tak wiec prawdziwy king size! W trakcie projektowania jest również „mainsail” (grot) do największego jednomasztowego jachtu świata, który to buduje jedna z holenderskich stoczni. Żagiel ten w luffie (wysokość) będzie miał 84 metry, a w foot (szerokość) 40 metrów. Tak więc, powierzchnia tego żagla będzie ogromna i będzie to największy „mainsail” na świecie. Będzie większy od grota uważanego dotychczas za największy na „Mirabella V”, największym jednomasztowym jachcie świata .

http://www.youtube.com/watch?v=cHsloSWUGK0&feature=related

-Praca ta sprawia mi prawdziwa frajdę. Współpraca z najlepszymi designerami i żeglarzami, wielokrotnymi olimpijczykami, udział w realizowaniu tak ogromnych projektów, to prawdziwa satysfakcja!
Zapraszam na stronę „North Sails” po polsku, gdzie można dowiedzieć się więcej o koncernie „North Sails”.

Pozdrawiam wszystkich żeglarzy i życzę stopy wody pod kilem!



2.10.2010


Błękitna Wstęga Jeziora Poraj
Autor Jarosław Cieślak


Zmęczenie sezonem dopadło nas już na początku września. Postanowiliśmy odpuścić regaty, ale gdzie tam - „Don Pedro” wyposzczony od pływania stawia na swoim. Podpinamy „Piotrusia” i jedziemy do Poraja. Sędziowie stażyści mają niejako egzamin praktyczny. A dodatkowo mamy dwoje stażystów zaimportowanych ze Śląska. Czyli, mogę wystartować? Mogę. Sędzią Głównym zostaje „Miś”, a „Don Pedro” i „Przemo” będą moimi załogantami.
Wieje zimny wiatr około 2-3 B, montujemy osprzęt do spinakera – na „Błękitnej” wolno. Wiem, że nic nie powinno przeszkodzić nam w zdobyciu po raz kolejny tej Wstęgi.
Łódka bardzo szybka i bez spina, to ze spinem… Ale nie to, że lekceważymy przeciwników. Tytuł Mistrza Polski zobowiązuje. Po głowie chodzi mi taka myśl, że to ostatnie regaty na Poraju, w których startuję jako zawodnik na omedze. No, pomijając oczywiście regaty rangi Pucharu Polski i Pucharu Śląska. „Don Pedro” od przyszłego roku startuje samodzielnie. Oczywiście na początku taktykiem będzie „Miś” lub „Misza”, jeszcze trochę masy musi „Don Pedro” nabrać.
Przygotowania do startu przebiegają bez zakłóceń, choć „Miś” przestraszył się manewrującego „Maciusia I” i uciekł z motorówką do pomostu. Startują „optysie”, „hotelarze” i „lotniskowce” czyli Otwartopokładowe. My startujemy delikatnie, jakoś nikt nie zabrał stopera z samochodu.
Start za nami jedzie Michał, ale patrząc od przodu, to praca jego foka pozostawia dużo do życzenia. Spada coraz niżej i albo przegapia zmianę wiatru, albo zmiana do niego nie dochodzi. My „ łamiemy się” dwa razy i wchodzimy na boję, tam odpalamy spina i jedziemy na kursie wolnym. Widać, że trzeba popracować topenantom spinakerbomu, ale młody „Don Pedro” mota się jeszcze z kontrafałem spina i ”Przemo” widzę, że chce rzucić bluzgami. Spogląda na mnie, ja się śmieję z zamotania „młodego”, a z „Przema” schodzi ciśnienie.
Jedziemy dwa śledzie i z wyraźną przewagą wygrywamy regaty. Tych Wstążek się już nazbierało…… to może jeszcze jedną za rok?
Na zakończeniu trochę opowiadamy o starcie reprezentacji „Optymistów” w Pucharze Polski i planach na następny rok. Przekazuję symbolicznie ster „Don Pedro” i ...
Tak ładnie to wyglądało, ale koledzy kuszą: „Z nami na Kabinówce …”
No cóż, nigdy nie mów nigdy, ale starty, wyjazdy, sędziowanie, „optysie”, a teraz jeszcze fajny projekt chodzi mi po głowie, też związany z żeglarstwem…



4.09.2010


Poraj Regaty YKP Częstochowa
Autor: Bartosz Cieślak
Redakcja : Jarosław Cieślak


O tych regatach mówiło się w częstochowskim światku żeglarskim od kilku tygodni. Połączone siły sponsorów, których zorganizował zarząd YKP Częstochowa, dają szanse na fajną imprezę.
Jako że „Yareck” wylatuje do Tunezji to „Piotruś Pan”, łódka tegorocznego Mistrza Polski, jest wolna. Kombinujemy z „Przemo” jak udać się na Finał Pucharu Śląska na Pogorię do Dąbrowy Górniczej.
„Yareck” informuje nas, że i owszem okręt pożyczy, jeśli po pierwsze: ja mam dbać o niego lepiej niż on, po drugie mam sterować, po trzecie mam pływać na starych żaglach i po czwarte mamy startować w Poraju, a nie na Pogorii. „Inaczej popływaj sobie na Virtual Skiper v 3.0 w domu” - powiedział. Cóż robić, umawiamy się z „Przemo”, że załatwi trzeciego do załogi i w sobotę ruszamy do ... Antonowa, gdzie od jakiegoś czasu wyemigrował „Yareck” ze swoją flotyllą łodzi. Tam przesiadka do „Reni” - kampingowej wersji Renault „Trafic” zakupionej specjalnie jako holownik łódki i baza noclegowa na regatach, która doskonale zdała egzamin na Mistrzostwach Świata w klasie „MICRO” i z „Piotrem” na haku jedziemy na Poraj 40 km (to jak z Częstochowy na Pogorię).
Po drodze odbieramy telefon od Sędziego Głównego, którym jest dzisiaj „Jaca” i Beata. Prosi o podrzucenie „Pliszki”, motorówki z „Enif”, ale to jest nierealne, bo jesteśmy dopiero w Konopiskach. Pomału, by „Renia” nie zużyła zbyt wiele ON BIO, dojeżdżamy do Poraja. Jako przystań wybieramy ośrodek międzyklubowy. Po minach uczestników regat widzimy, że nasz przyjazd nie wzbudził zachwytu. Komentarze - „Nie ma po co startować" dotarły i do nas . Stawiamy „Piotra” , rozstawiamy bojki, zbroimy łódki sędziów. Jeszcze rozpoczęcie i na wodę. W klasie „Otwartopokładowe” startują omegi i 505-tka, która na brzegu szykuje spinaker , chwila refleksji – no, może nas na pełnym nie przejadą. A poza tym, to „Nie wolno” i takie tam domysły słychać na brzegu.
Startujemy po „hotelarzach”. Start „Spod statku” , koledzy na 505 chcą zjechać z góry i krzyczą miejsce. Reakcja natychmiastowa, podostrzam, krzyczę „Ostrzej… zawietrzny” i „Niema startu z góry”, „Nie wpuszczę” zmusza załogę 505-ki do zwrotu i robienia kółeczka. My ostrzymy i jedziemy na prawym. Jako, że start prawie idealny, to jesteśmy najwyżej. Dodając że, „Piotr” świetnie przez „Yarcka” strymowany, jedzie od wszystkich ostrzej i szybciej, odjeżdżamy konkurencji. Na pierwszej większej „odkrędce” zwrot i jedziemy na boję. Po boi oglądamy się za siebie. Za nami Michał. a trzecia 505 , patrzymy z „Przemo”- Czy postawią spina ? Stawiają, ale niestety dla nich więcej straty z niego, niż pożytku. Jego praca wywołuje dziwne uśmieszki na twarzy „Przemo”. No cóż, nie każdy tak, jak on pływa na spinie co tydzień w regatach Pucharu Polski. A ja podejrzewam, że trenuje także w każdą noc ;-) . Dwa kolejne biegi bez historii - wygrywamy nawet za bardzo, nie kontrolujemy co się za nami dzieje. W czwartym „Przemo” twierdzi, że teraz on będzie taktykiem. Mówię „Oki” i płynę zgodnie z jego wskazówkami na pierwszej halsówce, jako że popełniliśmy kilka drobnych błędów, a jeden kardynalny, telepiemy się na drugim miejscu. Ale „Oki” słucham „Przemo” do końca. Wisi skrócenie trasy, więc mamy nadzieje, że jak przywieje od tyłu to jeszcze Michała dojdziemy i powalczymy. Niestety, wiatr nie przyszedł. A co tam przyszedł - ale 505-ce, która na „spinie” wyjeżdża przed nas . No mówię do „Przemo” – „ Wstyd jak cholera”.
Potem już tylko klar „Piotra” i opieka nad „Olciem”, pociechą Komisji Sędziowskiej , aby mogła policzyć w spokoju wyniki . W spokoju liczenie wyników zajęło komisji jakieś około 2 godzin, były problemy z programem komputerowym i nieformalne spory o przeliczniki.
Zakończenie prawie, jak na regatach rangi Pucharu Polski a nawet Mistrzostw - kilkunastu oficjeli w garniturach z uśmiechem wręczało nam nagrody, puchary i dyplomy. Powiem, że jakość, ilość nagród i upominków przewyższała wiele imprez ogólnopolskich. Chwała organizatorom, że im się chciało. Że znaleźli sponsorów i zorganizowali naprawdę fajowe. Mam nadzieję, że za rok, jak „Yareck” znów gdzieś poleci na wczasy i pożyczy „Piotra”, to spotkamy się na wodzie. Choć być może będzie już nowy sternik „Piotra”……….sam Piotr?



8.08.2010


Złoty medal Mistrzostw Polski 2010 w Pucku
dla załogi z klubu „ENIF”

Jarosław Cieślak – sternik, Piotr Cieślak , Jacek Olszowski – załoga



Do Pucka na mistrzostwa wybieramy się tydzień wcześniej, aby odpocząć od żeglarstwa. Na poważnie. Od maja, co tydzień jestem na regatach Pucharu Polski, Pucharu Śląska, a jeszcze jako Pan Sędzia – sędziuję regaty na Poraju. Domki, które znaleźliśmy na ulicy Nowej miały być blisko portu, ale w Pucku są dwie takie ulice i nie trafiliśmy na właściwą. Ale jesteśmy zadowoleni - za sąsiada robi nam „Czorny” z rodzinką i Krzysiek - załogant Sławka Skowrona. Sławek wyremontował „okręt” po Giżycku. Do kompletu z Pogorii dobijają „Miś Polski”, „Thor” i jeszcze jedna załoga z „Hutnika” na starym „Misiu”. Na tej łódce, dzięki Markowi, startowałem na MP w Imielinie. To te regaty z konkursem rzutu kotwicą. Ale wracając do teraźniejszości, pierwsze dwa dni wylegujemy się na plaży i nadrabiamy zaległości w lekturze. „Don Pedro” zwiedza Park Linowy we „Władku” – wpada w zachwyt i próbuje naciągnąć mnie na jeszcze więcej tras. Nic z tego, „Koleżanka Małżonka” widząc jak „Don Pedro” śmiga po linach, traci zdolność oddychania na wdechu i dopiero po chwili udaje się przywrócić prawidłową pracę płuc. W środę zjawiamy się w porcie, aby poskładać „Piotrusia” – czwartek zarezerwowany mam na staż na mierniczego. Namawiamy chłopaków na wspólną inwestycję w teflon do łódki, po czym pastujemy okręty, stawiamy maszty i taklujemy. Dzięki „Lionom” mam naprawione zabezpieczenie miecza, choć młotek oddajemy dopiero po zakończeniu regat.






Czwartek to praca na stażu, sprawdzamy opaski („Klony” ponoć mnie znienawidziły), ważymy łódki – litości nie dźwignę wszystkich. Wy tylko dźwigacie jedną, dwie, a mierniczy 30. Załogi poszukują ołowiu, obcinają żagle itp. Dzięki chłopakom z „Nie dotyczy” poważona zostaje także moja łódka. Wieczorem padam na dziób i idę spać.






Czasami trzeba poprawić żaglomistrza.
Foto J. Cieślak










Metoda za pomocą noża
Foto J. Cieślak





Piątek od rana ponownie staż. Już o 7.00 ustawia się kolejka na wagę - ważymy, mierzymy, ale udaje mi się wyrwać na śniadanie. W tak zwanym „międzyczasie” dojeżdża „Misza” i takluje okręt. Zakładamy nowe żagle od „Krawcowej” i schodzimy na wodę. Start do pierwszego wyścigu i… wali mi się grot na głowę. Poprawiamy wszystko na tej dziwnej fali i waląc dziobem walczymy. Wywalczyliśmy 8 miejsce - super! Wygrywa Radek, a trzy następne miejsca zajmują załogi z Pogorii. Fajnie – nauczyłem ich, cholera, pływać,a teraz mnie leją… Drugi wyścig jest lepiej, kończymy na 3 miejscu. Trzeci wyścig jedziemy na 2, 3 miejscu, ale nerwy zaczynają się mi gotować. Chłopaki nie wolno krzyczeć boja, jak nie jest się pewnym. Dobrze,że stał na motorówce sędzia i widział, co jest grane. Na Adasia gniewam się do soboty. Ale pod czaszką gotuje się dalej. Tuż przed metą zamiast przejść „Nie dotyczy” za rufą i łapać ich na „prawym”, wymuszam miejsce na lewym... i słyszę, że „Bazyl” krzyczy protest… Nie widzę flagi… Znów nie widzę flagi… Przekraczam linię mety i… widzę flagę - zamiast kręcić kółka mieliśmy dużą przewagę, gotuję się do końca i spływamy do portu. Fajnie – nauczyłem ich protestować, to teraz mnie protestują… Radek ma po pierwszym dniu 3 punkty – tyle, ile my w najlepszym wyścigu. 28 punktów to niezbyt dobry start, ale przed nami jeszcze dwa dni regat.






Sobota. Od rana naprawiamy fartuch od skrzynki mieczowej i nawet się nam udaje. Później czekamy na wiatr, kibicując narciarzom wodnym i brydżystom.






W oczekiwaniu na wiatr
Foto J. Cieślak













Chłopaki z Chodzieży przygotowani byli na każde warunki...
foto
J. Cieślak



Wreszcie startują wiatraki, trzy wyścigi, trzy trzecie miejsca. Nie rozumiemy, dlaczego Radek spłynął po pierwszym wyścigu. Mamy po dwóch dniach 20 punktów i tracimy niewiele do „Thora” i „Aquaduo”, liderem są „WOPR-owcy” z Turawy, na co dzień pływający na pięknej łódce „Scotch po Wiskey”. Pamiętam okręt z MP w Tałtach, gdzieś tam pewnie pałęta się w necie zdjęcie. Może dla niektórych to niespodzianka, ale to przecież medaliści z ubiegłego roku. Startują na pożyczonej łódce i walczą. „Czorny” pociesza nas przed snem, że jutro wszystko może się zdarzyć. Liczymy na dwa wyścigi i na to, że Radek nie załapie się na dwie odrzutki. Mamy nad nim 2 punkty przewagi. W sportach prowadzą chłopaki z Politechniki Gdańskiej.





Załogi AZS Politechnika Gdańska zajęły dwa najwyższe stopnie podium w Sportach
foto J. Cieślak





Niedziela. Wreszcie wieje. Już na wodzie okazuje się, że nie działa stoper. „Misza” urządza maraton w poszukiwaniu zastępczego zegarka. Po generałach, jakie zafundowały nam sporty, od razu wisi „Czarna śmierć”. Startujemy i jedziemy na boję, z lekkim niedowierzaniem patrzymy, jak walczą z żywiołem inne załogi. Naprawdę tak wieje? Ciśniemy i z każdą chwilą powiększamy przewagę. Wygrywamy. Myślimy, że będzie jeszcze tylko jeden wyścig. Gratulujemy zwycięstwa „Goprowcom” (to od koloru łódki oczywiście). Następny wyścig płyniemy bezstresowo, „Aquaduo” i „Podwodna Pasja” zaliczyły doły, mamy medal. Jedziemy tuż za „Thorem”, ale liczymy na halsówkę, mamy przewagę wagi. Paweł jedzie na jedną boję bramki zawietrznej, my na drugą – już wiemy, że popełnił błąd, jedziemy na pierwszym miejscu do mety. Odrobiliśmy stratę do „Thora”... mamy srebro??? Na mecie niespodzianka miła, ale… Będzie dziewiąty wyścig… Chłopaki mówią, że jak przyjedziemy wyżej niż na 4, to wybaczą mi DSQ z III wyścigu… Ale jakie punkty ma Radek i WOPR-owcy?... czyżbyśmy znowu walczyli od początku? Walka o medal po drugim dole nie dotyczy „Nie dotyczy”, w 4 walczymy o 3 miejsce - na pudle Radek, My, WOPR, i rewelacyjny „Thor”. W drodze na start glebę zalicza „Dzyndzoł”, wraz z „Nie dotyczy” pomagamy postawić okręt. Motorówki, które przypłynęły raczej nam przeszkadzały w akcji ratunkowej, ale… Niech się uczą! Adaś jako płetwonurek podziałał jak należy i „Dzyndzoła” uratowaliśmy. Ostatni wyścig - dobry start, załapujemy się z dobrej strony trasy na odkrętkę, która trochę żużluje trasę, jedziemy pierwsi do samej mety. Podpływa Marian Krupa na pontonie i pyta: „Ile macie punktów?”, „Misza” odpala - „23”, Marian analizuje –„Radek 22 a Białas na remisie z POL 88 po 19” Jak to?… medalik nam uciekł?… „ Misza jak ty to policzyłeś?” - pytamy z „Don Pedro”. „No 20 po wczorajszym + 3 za dzisiaj”. Hm….. Coś mi nie pasuje… liczę głośno: „Liczymy 7 wyścigów, 4 po 3 punkty, 12 plus 3 jedynki, razem 15?” Matematyki się nie oszuka… Wygraliśmy???? Marian powtarza nasze obliczenia i potwierdza „To jesteście mistrzami!”.

Płyniemy w doskonałych humorach do portu. Z lekkim niedowierzaniem, że taka jest prawda, ale w duszy gra… pierwszy dzień 28 punktów, po drugim 20, a po trzecim 15… Trzeba będzie dokleić drugą złotą gwiazdkę na „Piotrusiu”. Jedziemy do kwatery i tam puszcza mi hamulec, leci trochę łez, gdy dziękuję żonie za wyrozumiałość - to także jej sukces – w sumie to ona jest podwójnie złota za męża i syna. Ledwo zdążamy na zakończenie – drugie miejsce zajmują ”Thory”, wygrywając lepszymi miejscami z „WOPR-owcami”. Na koniec dygresja - jedna z załóg nie ominęła boi, a wyścig ukończyła... to nie do końca uczciwe, prawda?... Sternikowi powiedziałem o tym prosto w oczy.


















Na podium Mistrzostw Polski Puck 2010
Foto M. Górski




Ale teraz czas na fiestę i świętowanie . W końcu to sukces!

Towarzysko impreza udana, towarzystwo samo się organizowało. Oprawa??? Załogi narzekały, że piwa nie było , a w Górkach to chociaż solone orzeszki były… Nagród nie dali… No, ok. Mistrzostwo liczy się jako wynik, ale dyplom sam bym sobie zachował na pamiątkę. Usłyszałem także opinię: „5 łódek jeździ po wynik, reszta z rodzinami, oprócz wyniku chciałaby jakichś atrakcji, jak tak będzie tutaj, jak i w Giżycku, to na następne regaty pojedzie te 5 łódek…” Za Górkami, a właściwie za plażą w Górach to zatęskniła też moja żona, tyko że „Bursztynowy Las” straszy ją do dziś. W sportach Polibuda zmłóciła wszystkich, wyniki znacie. Kilka łódek, które na co dzień nie jeździ po Pucharze Polski, pokazało, że potrafi pływać. Zgadzam się z Romkiem Knasieckim, który powiedział mi kiedyś: „Aby wygrać Puchar potrzeba kasy, kasy, kasy, trochę umieć pływać i mieć szczęście. Złoto na Mistrzostwach smakuje, tam nie ma przypadków, jesteś dobry lub nie jesteś.”

Napisał: Jarosław Cieślak


Szukaj

Powrót do treści | Wróć do menu głównego